Hybrydy we flocie firmowej: panaceum czy placebo?

Panaceum czy placebo: czy hybrydy we flocie firmowej się opłacają?

Coraz więcej polskich przedsiębiorstw do swoich flot samochodowych wybiera pojazdy hybrydowe. EcoCar dla swoich taksówkarzy kupuje wyłącznie auta z silnikami elektrycznymi; tego samego wyboru dokonało PZU, tworząc flotę setek samochodów zastępczych i do wynajmu dla swoich klientów. Niezliczone firmy (w tym także nasza) wybierają także hybrydy do mniej wyspecjalizowanego, codziennego przemieszczania się w celach służbowych.

Skąd bierze się szybko rosnąca popularność tego typu samochodów? Czy będą równie atrakcyjne dla każdego typu firmy i różnych zastosowań? W tej publikacji rozważamy powyższe pytania i przedstawiamy to, co o hybrydowych samochodach we flocie firmowej powinien wiedzieć nowoczesny polski przedsiębiorca.

Kwestia kosztów

Proponując naszym klientom rozwiązania hybrydowe, niemal za każdym razem natrafiamy na sceptyzm w kwestii kosztowej: „nowe technologie zawsze swoje kosztują, więc na pewno będzie to dużo większy koszt niż tradycyjne pojazdy”. Tutaj nie da się nic ukryć: jest to prawda – ale tylko po części. Jako przykład weźmy jeden z najbardziej popularnych na naszym rynku modeli oferowanych w wersji hybrydowej: Toyotę Auris. Na podstawie ceny katalogowej, różnica cenowa pomiędzy wersją hybrydową a benzynową o porównywalnej mocy i identycznym wyposażeniu, wynosi na tę chwilę mniej-więcej 15 tysięcy złotych, albo około 15%. Kupując pojazdy do floty możemy spodziewać się znaczących rabatów, więc w ostateczności różnica ta nieco się zmniejszy w sensie kwotowym – ale procentowo nadal będzie to dość duża przepaść.

Samochody hybrydowe są więc niezaprzeczalnie droższe – dlaczego więc piszemy, że jest to tylko po części prawda? Przede wszystkim dlatego, że koszty związane z samochodami firmowymi to nie tylko koszt zakupu. Zakładając, że będziemy w stanie prawidłowo skorzystać z układu hybrydowego, to właśnie w tych „pobocznych” kosztach – i nie mowa tu tylko o koszcie paliwa – taki pojazd będzie tańszy od swoich benzynowych i dieslowych odpowiedników i uzasadni wyższą cenę kupna.

Realne oszczędności

Na czym więc konkretnie zaoszczędzimy? Po pierwsze, oczywiście, na benzynie. Po odrobinie treningu i przy idealnym wykorzystaniu silnika elektrycznego, w porównaniu do zwykłego benzynowca do zaoszczędzenia jest nawet 3-3,5 litrów benzyny na każde przejechane 100 kilometrów w mieście (średnie spalanie odpowiednio 3,5 i 7 l/100km według danych Toyoty). Natomiast w bardziej realistycznych, codziennych warunkach, bez problemów osiągniemy minimum 2,5 l/100km oszczędności w porównaniu do tradycyjnego napędu.

Zaoszczędzimy także na serwisie. Napęd hybrydowy jest bardziej skomplikowany w sensie technologicznym, ale prostszy mechanicznie. Sprzęgło, alternator, skomplikowane koło zamachowe i układ wtryskowy, rozrusznik: wszystkich tych części nie potrzebujemy w samochodzie hybrydowym. Mniej części może się więc zepsuć, mniej części wymaga rutynowych przeglądów i konserwacji. Dlatego też mniej nas to kosztuje.

Wreszcie, możemy liczyć na dodatkowe pieniądze z innych źródeł. Po pierwsze, rynek ma duże zaufanie do aut hybrydowych. Dlatego też przypisywana jest im wyższa wartość rezydualna niż tradycyjnych odpowiedników. Pozostając przy przykładzie Aurisa, po trzech latach możemy spodziewać się nawet około 5 tysięcy więcej za hybrydę niż za benzynowca. Jeśli kupimy samochody flotowe na własną rękę, będzie to oznaczać większy zastrzyk gotówki przy sprzedaży; natomiast jeśli zdecydujemy się na wynajem lub leasing, przełoży się na niższe raty miesięczne. (O różnych formach finansowania firmowej floty szerzej piszemy tutaj.) Po drugie, promocja nowoczesnych rozwiązań ekologicznych leży w interesie rządu. Dlatego mogą nam także przysługiwać różnorodne formy dofinansowania lub ulg podatkowych (nad niektórymi ustawodawca prowadzi prace). Może się to także przełożyć na atrakcyjniejsze zniżki, jakie otrzymamy od importera czy salonu przy zakupie.

Kwestie finansowe związane z flotowymi hybrydowcami nie są tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka: sporo wyższą cenę zakupu rekompensują niższe koszty eksploatacji i inne dodatkowe benefity. W ostatecznym rozrachunku często okazuje się więc, że koszty hybrydy są bardzo zbliżone, jeśli nawet nie niższe, niż tradycyjnego samochodu.

Kwestie poboczne i dodatkowe korzyści

Finanse to nie wszystko, co bierze się pod uwagę wybierając samochody flotowe. Jakiś czas temu zastanawialiśmy się, co zakomunikowalibyśmy naszym klientom, gdyby nasz pracownik podjechał do nich firmowym SUV-em. Takie rozważanie wydają się równie zasadne w przypadku hybrydy. Z czym więc kojarzą się samochody hybrydowe? Nam przede wszystkim z nowoczesnością i z odpowiedzialnością: tak za własne wydatki, jak i za środowisko. Wizerunek ten pasuje więc do całego szeregu różnych typów firm i branż: technologia, finanse, ubezpieczenia, doradztwo, czy – już niemal obowiązkowo – dla przedsiębiorstw związanych ze środowiskiem.

Hybrydami jeździć mogą całe firmy: w przykładach do tej pory wykorzystywaliśmy Aurisa, spotykanego najczęściej gdzieś w środku firmowej hierarchii, ale oczywiście nie jest to jedyna atrakcyjna hybryda na rynku. Niżej znajdziemy równie ciekawego Yarisa czy Suzuki Swifta,  a dyrektorom zaproponować możemy na przykład Forda Mondeo czy – dla firm nie bojących się łamać schematów – Mini Countrymana. Prezesa też na pewno zadowolimy: do wyboru jest kilka luksusowych modeli BMW, Volvo, czy Lexusa.

Jest też duża szansa, że całe firmy będą chciały jeździć hybrydami. Korzyści dla firmy niemal dokładnie pokrywają się bowiem z korzyściami dla pracowników. Firma oszczędza na paliwie – kierowca ma zagwarantowaną wygodną automatyczną skrzynię biegów. Firma mniej wydaje na serwis – pracownik na większe przekonanie o niezawodności i bezpieczeństwie. Firma dba o swój wizerunek – pracownik dostaje nowinkę, którą może pokazać sąsiadowi. Na takiej decyzji korzystają więc w równej mierze obie strony.

Pojazdy elektryczne i hybrydowe są także coraz częściej otwarcie faworyzowane w nowoczesnych miastach. Możemy na przykład znaleźć specjalnie wydzielone miejsca parkingowe, czasem nawet z odpowiednimi stacjami ładowania. W niedalekiej przyszłości, większość dużych europejskich miast zacznie także ograniczać możliwość wjazdu do ich centrów samochodom w pełni spalinowym. Takie plany ogłosiło już kilkanaście europejskich metropolii, a pierwsze regulacje – zakaz wjazdu diesli do Rzymu i Paryża – zaczną obowiązywać w 2024 i 2025 roku. Polskich miast na razie na tej liście brak, jednak jest to zapewne tylko kwestia czasu zanim podobne ograniczenia zagoszczą także u nas.

Prąd: panaceum czy placebo?

Pomimo wszystkich wyliczonych wyżej korzyści, nadal nie możemy jednak stwierdzić, że hybrydy będą zwyczajnie lepszym wyborem flotowym od tradycyjnych samochodów. Dlaczego? Głównie dlatego, że w naszych kalkulacjach kosztowych podkreślaliśmy miejski cykl jazdy i optymalne wykorzystanie układu hybrydowego. Warunek ten wynika z podstaw działania takiego układu.

Zasada działania samochodu hybrydowego jest stosunkowo prosta. Normalna jazda – a konkretniej hamowanie – ładuje elektryczne akumulatory (niektóre modele oferują też możliwość ładowania z gniazdka). Te z kolei zasilają silnik elektryczny, mogący przejąć funkcje silnika spalinowego przy niskich prędkościach (zwykle do 50-60 km/h) i na stosunkowo niskich dystansach, a także chwilowo wspomóc silnik spalinowy, gdy potrzebna jest dodatkowa moc. W praktyce oznacza to, że optymalne wykorzystanie układu (czyli maksymalne ograniczenie użycia benzyny i jazda na „darmowym” prądzie) możliwe jest właściwie tylko w mieście – na małych prędkościach i dystansach, często hamując – najlepiej całkiem stojąc w korku. Wymagać też będzie nieco treningu, by zacząć optymalnie wykorzystywać ten potencjał. Z kolei korzyść finansowa z układu elektrycznego w długich trasach na autostradzie będzie właściwie żadna – na benzynie zaoszczędzimy najwyżej kilka groszy, i dużo trudniej będzie nam uzasadnić taki wydatek.

Opłacalność samochodu hybrydowego będzie się zatem znacznie wahać w zależności od profilu firmy i stanowiska. Dlatego przed podjęciem takiego wyboru warto jest przeprowadzić właściwą analizę TCO, uwzględniającą wszystkie wymienione wyżej aspekty i warunki. Hybrydy i inne rozwiązania elektryczne są, niewątpliwie, przyszłością – ale nie dla wszystkich powinna ona nadejść już dziś.